(...) Olsztyn jest miastem, w którym rządzą bardzo słabo przygotowani do tego ludzie. Stan, jaki macie (bo ja wyjechałem z miasta) jest wynikiem kumoterstwa, kolesiostwa oraz ślepego politykierstwa. Pamiętam, jak po założeniu Sceny Babel, przez dwa lata z koleżankami i kolegami dymaliśmy za darmo robiąc comiesięczne koncerty w Baszcie (tak się kawiarnia wówczas nazywała). Wszystko było pro bono, na wariackich papierach. Było pięknie...
przez pięć lat zrobiliśmy więcej niż Czerwony Tulipan przez 25 lat. Ale było, minęło... Może kiedyś wrócę do tego.

Obecna sytuacja w Olsztynie jest patowa. Nowa kapituła od Poezji Śpiewanej ze Stefanem Brzozowskim na czele, odgrażała się, że odbuduje po Jolce Szydzińskiej ten najstarszy (najdłużej istniejący) festiwal. Niestety i kapituła i nowe władze festiwalu zawiodły. Zadziałały interesy prywatne oraz kompleksy jurorów (staruchów, którzy nie mają pojęcia, że Nick Cave i Tom Waits to też poezja i w dodatku śpiewana). Była nadzieja w Kijowskim, który objął
Teatr Jaracza, ale ten się zaczął remontować i rozpaczać nad rzeczywistością. 15 lat temu też dostawaliśmy
marne pieniądze od miasta. Urząd Marszałkowski do płyty Sceny Babel dołożył 1 000 zł brutto... wzięliśmy, bo co? Na grafika będzie chociaż... tyle, że potem tyle kwitów było do zrobienia w Urzędzie, że chodziłem z tym
3 miesiące. Płyta nie wyszła... Ludzie powyjeżdżali, ja też... nie wyjechałem za kasą, wyjechałem, bo chciałem się czegoś jeszcze nauczyć. Miałem dość obłudy Brzozowskiego, jego kumpla Małkowskiego i tego szmaciarstwa w głowach decydentów, braku kompetencji Biura Promocji. (...)
Miejski Ośrodek Kultury, to prywatny folwark Marcinkowskiego, który nie ma zielonego pojęcia o sztuce a na moją propozycję, by zaprosić Kroke, Tomasza Stańkę i Kasię Groniec na jedną scenę do performy, którą wymyślałem, to
owy Dyrektor MOK powiedział: panie Bielak, przygotuj pan coś dla ludzi... jakiś festyn, kiełbaski i piwo...“. Oto definicja kultury w Olsztynie...
Zobaczcie, jacy ludzie zarządzają ośrodkami kultury w Olsztynie (wyłączając jedynie Kijowskiego, bo to artysta i mądry człowiek na swoim miejscu). To są kolesie... starzy ludzie, którzy czekają tylko aż dotrą do swojej nagrody w ZUSie. Nie ma tam kreatywnych mózgów.
(...) W Olsztynie byłem ciągle w zawieszeniu, nie było stabilizacji, brak zrozumienia i wciąż „czerwona atmosfera“
otaczała mnie od tworzenia spektaklu, po jego promocję. I gazeta olsztyńska i Wyborcza miała w dupie promocję zdarzeń kulturalnych. Mylili fakty, daty, projekty. (...)
Wszyscy młodzi zdolni ludzie wyjadą z Olsztyna, bo merostwo ma w dupie młodość i potrzebę manifestacji swojej twórczości (AUTORSKIEJ). Kaska się zgadza, a tę garstkę kolorowych wariatów, co się sami nazywają artystami, da się ogarnąć finansowym ochłapem (bo i tak się już przyzwyczaili). I żadne powstanie nie pomoże, jeśli staruchy
będą nadal stosować bolszewickie metody dawania palca. (...)
P.S. Wiem, że strzelam sobie w kolano, pisząc to wyznanie wiary „po olsztyńsku“, ale nie chcę milczeć, bo to niezgodne z moimi przekonaniami. (...)
List ukazał się pierwotnie jako komentarz internetowy do artykułu Marty Andrzejczyk pt. Czy kultura alternatywna w Olsztynie istnieje? na portalu wm.pl,
Publikujemy go oczywiście za wiedzą i zgodą autora. Skróty i tytuł pochodzą od redakcji
ROBERT BIELAK - skrzypek, kompozytor, aranżer, multiinstrumentalista, twórca olsztyńskiej grupy literacko-muzycznej Scena Babel. Do września 2007 kierownik muzyczny w Teatrze Jaracza w Olsztynie. Założyciel
wielu formalnych i nieformalnych kapel, poruszających się w jazzowych, improwizowanych, jak i „poetyckich”,
lirycznych klimatach.
Współpracował z teatrami: Muzyczny w Gdyni, Powszechny w Radomiu, Stara Prochownia w Warszawie,
Teatr „Jaracza“ w Olsztynie, Teatr Współczesny w Warszawie.
